• Wpisów: 81
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 39 dni temu, 08:45
  • Licznik odwiedzin: 14 657 / 368 dni
 
glowing
 
glowin': Wykręciłam dziś 47 km na rowerze, wczoraj 33, a cztery dni temu 22. Moje nogi powoli odmawiają posłuszeństwa. Jutro czas się poobijać. W każdym razie majówka jak najbardziej aktywna! Miła odmiana po zimowym okresie opierdalania się.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    no ja jakbym trochę schudła to bym nie narzekała :D ale głównie jeżdżę bo lubię, a nie dla zrzucania kilogramów. poza tym dużo lepiej się czuję, gdy się przejadę kilka razy w tygodniu albo wybiorę na dłuższy spacer, mam więcej energii i chęci do działania.

    oprócz tego, w sumie może to efekt placebo i gówno prawda, ale gdy często jeźdżę na rowerze w okresie wiosenno-letnim zauważam po pierwsze mniejszy cellulit na udach, a po drugie mam dużo ładniejszą pupę niż kilka lat temu. nie jest to tyłek, żeby się móc szczycić i wstawiać foteczki na ig, ale jest zdecydowanie lepiej. to chyba dużo zależy od oczekiwań, jeśli ktoś myśli że będzie wpierdalał na co tylko ma ochotę i pojeździ dwa razy w tygodniu po 1,5h na rowerze, a po miesiącu będzie miał figurę jak ludzie po pięciu latach zapierdzielania na siłowni no to cóż, sam sobie robi krzywdę.
     
  •  
     
    @Coel: Zasugerowałaś spalanie na poziomie 400 kcal w ciągu godziny jazdy na rowerze. To nawet nie jest dużo kalorii, zważywszy na uśredniony czas treningu na tydzień. Gościa znam, nie odpowiada mi jego sposób bywania w Internecie, co nie zmienia faktu, że abstrahując od personalnych wycieczek, ma rację - od jazdy na rowerze nie będzie zauważalnego spadku masy i ujemnego bilansu kalorycznego bez głodzenia się. Nawet po dołożeniu do tego diety redukcyjnej, ciało i tak zacznie się adaptować. Można mieć dobrą formę do jazdy na rowerze i nadwagę. Obśmianie tego w obronie glowin' jest o tyle nieprzemyślanym posunięciem, że redukcja przy rekreacyjnej jeździe graniczy z cudem. Glowin' nawet nie napisała, że się odchudza, więc w sumie debata o tym od pierwszego komentarza jest bez sensu, ale zawsze jakaś wartość edukacyjna z tego wynika, chociaż to i tak beka, że jak ktoś coś powie o sporcie to na pewno nie odchudza.
     
  •  
     
    @blackberryswirl: Kochana, nigdzie nie napisałam, że kolarz jest wyżyłowany, bo jeździ na rowerze. Dieta jest absolutnie potrzebna, bo nawet piłkarz może się spaść, a przecież cały czas się rusza. Masa mięśniowa też trochę waży, a tak jak mówisz, trzeba byłoby ciągle zwiększać intensywność ćwiczeń, żeby ciało się nie przyzwyczaiło.
    A gość, cóż, zna się na wszystkim, byleby obrazić właścicielkę bloga. Generalnie to przepisałby tu każdą książkę, byleby obalić jej teorie i dokopać.
     
  •  
     
    cd. (adAptacja, nie adeptacja oczywiście) Trening dla kolarzy opiera się na pakiecie ćwiczeń przygotowanych przez trenera i bardzo restrykcyjnej diecie. Myślenie, że kolarz jest wyżyłowany ponieważ jeździ na rowerze jest naiwne, ale również szkodliwe dla każdego, kto potem mysli, że od roweru wyjdzie mu tarka na brzuchu albo ujędrni pośladki. W weekend zrobiłam ponad 50 km w trudnym terenie, w tym ponad pół kilometra w pionie na podjeździe. Jedyne mięśnie jakie czułam to nogi i może troszkę gorset. Endo twierdzi, że spaliłam miliony kalorii, ale przy mojej adaptacji raczej wątpię.
     
  •  
     
    @Coel: Gość ma dużo racji, tylko jest niepotrzebnie złośliwy. Od rekreacyjnej jazdy na rowerze się nie chudnie. Jeśli ktoś z dużą nadwagą lub kompletnym brakiem formy siądzie na rower, to rzeczywiście w początkowym okresie straci kilka kilo, nawet robiąc max 10 kilometrów dwa razy w tygodniu. Ale adeptacja szybko zrobi swoje i utrata tkanki tłuszczowej zostanie zatrzymana. Może troszeczkę przyspieszy metabolizm, może odrobinkę polepszy się forma, ale rekreacyjna (słowo klucz) jazda na rowerze może być najwyżej czynnikiem wspierającym dietę. Faktycznie - jazda w tempie kolarskim na duże dystanse może dać lepsze skutki, ALE najpewniej w kontekście kanibalizacji masy mięśniowej, a dopiero potem tłuszczowej, ponieważ na rowerze głównie pracują nogi i w zasadzie tylko one będą się rozbudowywać. Trudny teren? Raczej rozbuduje nogi. Interwały? Może troszeńkę polepszy spalanie tłuszczu ale bez szału.
     
  •  
     
    @glowin': o tak, ale gość walnął xD godzina jazdy to utrata ok. 500 kcal, nie wiem, skąd te wydumane teorie, przecież sumo na rowerze nie jeżdżą :D ktoś spał na Tour de Pologne :D
     
  •  
     
    @glowin': Duzo zalezy od tego, ktore miesnie najbardziej aktywujesz. U mnie posladki w zasadzie nie pracuja, ale obrywaja uda, krzyz i lydki. Na masazu wychodzi tyle punktow spustowych, ze ja z kolei wychodze z siniakami.  Przy czym fakt - chudnac sie od pedalowania bardzo nie chudnie, za to mozna rozbudowac nogi. Ja juz mam wielkie lydy i bywa ciezko ze spodniami :D
     
  •  
     
    @blackberryswirl: no wczoraj miałam strasznie spięte uda, ja tak bardziej dla przyejmności niż zakatowywanie się treningami czy trudne, obciążające trasy, ale skoro radzisz chyba dobrze posłuchać bardziej doświadczonej sportsmenki :D

    @gość: mówisz o sobie?
     
  •  
     
    Rower to milosc <3 Nawet jesli planujesz zostac w relatywnie latwym terenie, lub trzymac niskie tempo typowe dla kardio, zrob sobie przysluge - albo raz w miesiacu drenaz limfatyczny nog albo sie NAPRAWDE MOCNO rozciagaj. To mowilam ja - fizjoterapeutka odradza mi rower w ogole, bo spiecia w udach sa ogromne.
     
  • awatar
     
     
    gość
    Jazda na rowerze ma bardzo minimalny wydatek energetyczny, nigdy na tym się nie wychodzi na minus, czyli nie da się schudnąć. Z kondycją też słabiutko, na rowerze raczej się odpoczywa niż męczy, nie ma mowy o kondycji. Trzeba by że 100 km przejechać w tempie kolarskim albo przełaj zaliczyć w b. trudnym terenie to może byłby jaki efekt. A teraz najlepsze, przejedzie taka nawet 50 km i myśli ile to tłuszczu spaliła to zaraz ożre się lodów hahahaha i brzdyń rośnie hahahaha